O mnie

Kim jest?
Zwyczajna a jednak niezwykła dziewczyna. Tak stara a jednak tak młoda. Choruje na bulimię choć wciąż ma wrażenie ,że wszystko jest z nią w porządku...
Uwielbia malować i wciąż marzy aby zostać artystką mimo ,że wszyscy wokół jej to odradzają, przez co sama nie jest już niczego pewna. Wierzy w ludzi , chociaż ciągle ją zawodzą. Gaduła a momentami tak cicha i skryta.
Szuka szczęścia i tą podróż rozpoczyna walcząc z bulimią.

Nie akceptowałam siebie , bo od zawsze byłam gruba. Zawsze czułam już nawet w podstawówce, że jestem gorsza bo jestem gruba. Pamiętam jak byłam mała i huśtałam się na huśtawce i wtedy przechodził mój kolega z klasy z kumplem i powiedział do mnie: '' cześć sumo'' i do kolegi : '' no to jest właśnie ta sumo''. Nie brałam tego tak bardzo do serca bo wiedziałam ,że chciał się popisać przed kolegą. Ale trochę było mi przykro. A raz szłam z mamą z zakupów i spotkałam mojego kolegę również z rodzicami powiedziałam mu cześć a jego rodzicom dzień dobry. A on odpowiedział: '' cześć grubasie'' . Było mi tez trochę przykro. Wiesz ,że jak patrzę na to z perspektywy czasu to sądzę ,że wtedy byłam silniejsza na takie odzywki. Teraz gdyby mi ktoś takie coś powiedział to bym chyba ryczała przez cały dzień. Pamiętam jak w tamtym okresie co tak dużo jadłam i przytyłam 10 kg, mama martwiła się o mnie i próbowała jakoś mnie od tego odwieźć . Ale to nie pomagało bo obrała złą zasadę. Po prostu zaczęła mówić okropne rzeczy , które mnie raniły, ale wiedziałam ,że mówi to dla mojego dobra. Np mówiła coś takiego: '' masz takie grube nogi ,że na bezludnej wyspie ,żywili by się nimi przez 2 miesiące''. Albo : '' jak chcesz coś zjeść to uderz się w twarz i powiedz sobie ,że ni zasłużyłaś''. I inne takie. Ale teraz już tak do mnie nie mówi, zrozumiała ,że to mnie bardzo rani.
Wiesz co z czasem zaczęłam wstydzić się wszystkiego. Tego , że idę korytarzem, że siedzę w ławce ,pisze w zeszycie, wchodzę do sklepu, jadę na rowerze. Ta myśl ,że jestem gruba towarzyszy mi przez cały czas. Bardzo rzadko ,zdarza się ,że aż tak się wyluzuje ,że o tym nie myślę.
O małego byłam pulchna( stwierdzono otyłość od 4 roku życia), zasługa babć, które tylko jak zauważyły że jestem niejadkiem wciskały we mnie ile wlezie wszystkiego co lubiłam. Tylko ,że ja przestałam się opierać i wtedy pokochałam jedzenie.
Dorastałam jako jedynaczka ( dopiero kiedy miałam 11 lat, urodziła się moja siostrzyczka córka mojej mamy i T. - ojczyma). Widziałam jak moja mama cały czas nieudolnie się odchudza. A ponieważ była moim jedynym autorytetem z czasem zaczęłam ją naśladować. Na początku było to słodkie ,że byłam taka tłuściutka ale jednak z upływem czasu zaczęło mi to przeszkadzać ( i mojej rodzinie także) . W sumie sama nie wiem czy gdyby nie wszyscy wokół to tak wcześnie zaczęłabym siebie nie akceptować. Już jako 7 latka było mi "niewygodnie" w swojej skórze. Nie ważne czy za za sprawą otoczenia czy nie.


Tak samo jak mama zaczęłam się odchudzać. Miałam wtedy chyba 10-11 lat. Wszystko bez żadnego powodzenia. Było parę sukcesów ale tymczasowych. Wszystko wracało a ja nie wiele rosłam w górę bo bardziej w szerz. Jako 14 latka wpadłam na pomysł ,że jeśli i tak jest beznadziejnie i nie mam jak schudnąć a MUSZĘ BYĆ CHUDA, to pozostaje mi tylko "zostać" anorektyczką. Posłużył mi wujek google. I zaczeło się moje piekło. Były blogi pro-ana, był płacz, było niezadowolenie z siebie, było zdołowanie, był ciągły smutek.


Mama wysłała mnie do psychiatry. Czekając w przychodni zobaczyłam w swojej karcie oznaczenie f 50. Później znalazłam w internecie ,że to oznaczenie anoreksji. Pomyślałam : '' Tak mam to co chciałam" .
Jednak szybko wszystko wraz z moją ''perfekcyjną kontrolą'' zniknęło. Zaczęły się napady. Tyłam, tyłam i wciąż tyłam... Z 64 kg zrobiło się 70 później 75. I to w niedługim czasie. Nadeszły wakacje 2011 znowu się zawzięłam znowu było 65 :) Ale mimo to nie czułam się usatysfakcjonowana.
Znowu napad za napadem. Tycie.
W sierpniu dowiedziałam się ,że jako dziecko byłam molestowana przez mojego ojca. Możliwe ,że to także wpłynęło na moją wagę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz